Jak było na Spring Break? Pytamy delegatów

Jak było na Spring Break? Pytamy delegatów fot. Jacek Mójta

Spring Break to festiwal, na którym nie sami artyści odgrywają główną rolę. Wielu z nich tak naprawdę chcę pokazać się przed zaproszonymi na tę imprezę delegatami — dziennikarzami, managerami czy przedstawicielami wytwórni. Oni sami pojawiają się w Poznaniu, przede wszystkim dlatego, żeby za jednym zamachem sprawdzić co tak właściwie dzieje się na polskiej scenie muzycznej.

Tak samo, jak początkujący artyści przygotowują się do festiwalu, tak samo delegaci posiadają swoje sposoby na to, żeby złapać z niego jak najwięcej. Jak się okazuje, nie ma jednego złotego środka. Niektórzy preferują żmudne przygotowania, inni zdają się na zrządzenie losu…

PRZEMEK GULDA 

Przed każdym festiwalem showcase’owym staram się przesłuchać jak najwięcej dostępnych w internecie nagrań wykonawców, które tam występują. Tak było i tym razem. Ale zawsze zostaje trochę miejsca na takie spontaniczne decyzje jak ta, dotycząca Tiny Taste.

MACIEJ ORŁOWSKI

Oczywiście przesłuchałem playlistę festiwalową na Spotify, natomiast Spring Break to dla mnie z założenia festiwal, za pomocą którego odkrywam nowości i oczekuje zaskoczeń. Dlatego małą ekipą zakreślamy swoje typy, wchodzimy na kilka utworów i ruszamy do następnego klubu, żeby zobaczyć jak najwięcej występów (tutaj pozdrawiam mocno Jacka, Damiana i Kubę) - odległość miejscówek od siebie jak najbardziej na to pozwala.

FILIP KALINOWSKI 

Przeanalizowałem dokładnie line-up, przesłuchałem wiele rzeczy, których wcześniej nie znałem lub kojarzyłem tylko ze słyszenia i podpytywałem też kumpli - często grających na samym festiwalu - na co się wybierają.

JACEK BUDNY 

Czasem warto dać się zaskoczyć, jeśli nazwa niewiele jeszcze mówi. Czasem warto posłuchać znajomych czy też podążać za tłumem. Zatem w zasadzie wszystkiego po trochu. Bardzo lubię rozmawiać z ludźmi, gdzie da się usłyszeć gdzie i kiedy wytwarza się hype na dany zespół, co też jest dość istotne w dalszym jego rozwoju. Myślę, że gdy wszyscy startują od zera, bardzo dużo czynników zewnętrznych ma wpływ na to, komu się bardziej może na Spring Break poszczęścić. Niestety nie tylko muzyka się liczy, ale trzeba to zrozumieć i z tym absolutnie nie walczyć.

PRZEMEK BUDNIK

Przesłuchałem kilku artystów, których wcześniej nie znałem i ułożyłem dość ruchomy program poszczególnych dni. Ze względu na i tak intensywne plany, tylko raz poddałem się spontanicznej decyzji i był to (genialny!) występ Mery Spolsky. Dodatkowo, od kilku miesięcy dbam o swoją kondycję fizyczną, co okazało się świetnym ruchem. Bo kilometrów w Poznaniu robi się naprawdę sporo.

ANNA NICZ 

Jeśli nie znałam artystów/zespołów dołączających do line-upu, starałam się poznawać ich muzykę na bieżąco. Zostawianie tego na ostatnią chwilę jest bez sensu, nie sprawdza się, jest niewygodne i po prostu męczące. 


Do nawet najmniej zainteresowanych delegatów można jakoś dotrzeć, tak naprawdę to o ich uwagę jest właśnie najciężej. Czy którymś zespołom udało się w jakiś szczególny sposób wyróżnić się na tle innych, jeszcze przed koncertem?

JACEK BUDNY 

Dostałem dość sporo zaproszeń od zespołów. Bardzo fajnie walczyły o widzów Max Bravura oraz Call The Sun. Zaciekle, frontem do widza, kontrahenta. Czułem się wręcz zmuszony iść na te koncerty. A całe zamieszanie przy występie Max Bravura2 i pospolite ruszenie by występ doszedł do skutku, należy tylko przyklasnąć.

KAMA WĘCKA 

Mimo, że jestem z festiwalem od początku, to dopiero w tym roku oficjalnie moje dane widniały w zakładce delegatów – przez to tych zaproszeń było więcej niż w poprzednich latach. Zaproszenia dostałam od około 10 zespołów, różnymi torami – na prywatnego maila, na maila vlogowego, na maila Sofar Sounds Wrocław, również zdarzyły się wiadomości na profilu prywatnym facebooka oraz na obu fanpage’ach. To pokazuje, że zespoły faktycznie chciały zadbać o swoją publiczność i docierały do niej różnymi torami. Dostałam też osobiste zaproszenia – słowne lub papierowe na miejscu festiwalu. Najbardziej urzekło mnie chyba rozpoczęcie maila – Pani Kamilo. Urocze. Nie wiedziałam, że w branży muzycznej używa się jeszcze sformułowania Pani.

ANNA NICZ 

Żadne z zaproszeń nie przykuło mojej uwagi, żadne z nich nie wyróżniało się na tle reszty, niestety. I większość dostałam niestety zbyt późno - dzień lub dwa przez koncertem.

MACIEJ ORŁOWSKI 

Większość zaproszeń na koncerty dostałem poprzez prywatne wiadomości na facebooku. Szczerze mówiąc jestem zaskoczony, ponieważ to znaczy, iż albo zespoły docierały do nas/mnie na tej platformie po nazwiskach wszystkich delegatów, widniejących na stronie internetowej Spring Breaka albo pisali do wszystkich 'wybierających się' z facebookowego wydarzenia. Czyli włożyli sporo wysiłku w to, żeby dotrzeć do potencjalnych widzów - czasochłonna praca, którą trzeba docenić.

PRZEMEK BUDNIK

W tym roku całkiem sporo i ta liczba z każdym rokiem trwania festiwalu rośnie. Niektóre bywają ciekawe, inne nudne. Niektórzy artyści potrafią wysyłać kilkanaście zaproszeń w ciągu miesiąca, co raczej odrzuca niż przyciąga. Zazwyczaj są tą maile tekstowe, może za rok jakiś zespół pokusi się o niezwykle oryginalną formę.

Niezależnie od tego czy przygotowania przed festiwalem okupione są ciężką pracą, żeby dokładnie poznać cały line up czy może przez ostatni rok udało się usłyszeć maksymalnie trzy nowe zespoły, to każdy ma jakieś oczekiwania, przynajmniej względem jednego koncertu.

FILIP KALINOWSKI 

Na EABS, ARRM i Zimpla na które wszystkie nie dotarłem niestety z powodu choroby. Na Hatti Vattiego, którego nie miałem wcześniej okazji zobaczyć na żywo w towarzystwie zespołu. Na Bitaminę.

JACEK BUDNY 

Byłem bardzo ciekaw Pauliny Przybysz, WU oraz Julki Wieniawy. Zakładając, że po każdym Spring Breaku ktoś wypływa na szersze wody - tym artystom wróżyłem sukces na papierze przed. Także były to koncerty z całkowicie premierowym materiałem, co zawsze ciekawi. Czy im sie udalo? Mieli moje zainteresowanie, teraz mają moją uwagę - czekam na rozwój sytuacji i premiery wydawnicze :)

KAMA WĘCKA 

Mimo, że muzyka nie powinna mieć żadnych granic i współrzędnych geograficznych to całym sercem byłam za wrocławskimi składami: EABS, MAPA, Yuuki i Jabłonka. Bardzo chciałam sprawdzić również na żywo Ralpha Kamińskiego, Bitaminę oraz Better Person. Nikt nie zawiódł. Żałuję jednak, że ominęły mnie pierwsze w historii koncerty składów: Not pretty enough oraz Vyspa.

PRZEMEK BUDNIK

Czekałem na kilka koncertów i na żadnym z nich nie udało mi się być (haha). Więc czekam na drugą szansę i mam nadzieję, że ona szybko nastąpi. A były to koncerty Ralpha Kamińskiego, Gundelacha i MajLo. Były to moim zdaniem najmocniejsze punkty tegorocznej edycji. W przypadku tego pierwszego wiem, że wszystko się udało i publiczność była zachwycona. Gundelacha i MajLo będę nadal obserwował i wyczekiwał koncertu.

ANNA NICZ 

New People, Fruitcakes, SALK, Romantic Fellas - debiutanci, na których bardzo liczę w najbliższych miesiącach.

MACIEJ ORŁOWSKI 

Szczerze mówiąc nie miałem takiego koncertu. Nawet jeśli bym miał, prawdopodobnie bym tam nie dotarł, a wylądował na zupełnie innym. Urok Spring Breaka?


No właśnie... czy największym urokiem Spring Breaka są właśnie niespodzianki… i zazwyczaj dużo ich więcej niż oczekiwań.

PRZEMEK GULDA 

Największym odkryciem, jak zawsze w tego typu przypadkach, okazał się zespół, o którym wcześniej mało kto słyszał, a do składu został dołączony w ostatniej chwili. O jego koncercie dowiedziałem się zupełnie przypadkowo i w nietypowy, a zarazem znamienny sposób: znajomy muzyk, który w nim gra, stał po prostu na rynku i zapraszał przechodniów do klubu. Przechodziliśmy większą grupą, skusiliśmy się i wyszliśmy zachwyceni. Chodzi o warszawską formację Tiny Taste.  

JACEK BUDNY 

M00T, tylko i wyłącznie! Jestem także pod wrażeniem występów Hatti Vatti, EABS oraz Wojtka Urbańskiego z Jagodą Kudlińska z zespolu Lor. A gdy zapadła noc Manoid i A_Gim dobrze ten fakt wykorzystali.

MACIEJ ORŁOWSKI 

Hańba, Manoid oraz Ulfur Ulfur!

PRZEMEK BUDNIK 

Najmilszym odkryciem okazała się Jabłonka. Wielu znajomych wcześniej polecało ich muzykę i ten koncert, ale nagrania w internecie mnie nie przekonywały. Postanowiłem więc udać się na koncert i być na nim od początku do końca, co na Spring Breaku jest mimo wszystko wyzwaniem. Spodobał mi się spokój, piękny głos i panujący wtedy w Dragonie klimat. Myślę, że ten zespół ma szansę ciekawie się rozwijać i znaleźć swój mały pokój w świecie muzyki.

KAMA WĘCKA  

EABS – dla mnie koncert festiwalu. Cieszę się, że takiego rodzaju smaczna muzyka dochodzi do nieco szerszej publiczności. Bitamina – niesamowita energia mimo deszczu, a nawet śniegu, na dziedzińcu. Występ Ralpha Kamińskiego udowodnił mnie, utwierdził w przekonaniu, że jest on gotowy, żeby zdobywać wielkie sceny.

ANNA NICZ 

Przed Spring Breakiem muzykę zespołu Bitamina znałam jedynie z nagrań. Dopiero podczas koncertu na żywo poczułam o co tutaj tak naprawdę chodzi. I bardzo mocno ich polubiłam.

 

Po trzech intensywnych dniach obcowania z rodzimą sceną z pewnością można powiedzieć na ten temat nieco więcej. Czy można także wysunąć wnioski na temat kondycji polskiej muzyki przez pryzmat festiwalu?

PRZEMEK GULDA 

Nie jestem najlepszą osobą, żeby to oceniać, tym bardziej że na Spring Break mam szczęście przyjeżdżać zawsze prosto z dwóch amerykańskich festiwali: promocyjno-showcase’owego i klasycznego, wielkoscenowego. I niestety z tej perspektywy bardzo wyraźnie widać co najmniej dwie smutne sprawy.

 Jedna dotyczy sceny polskiej, druga - generalnie europejskiej. Pierwsza jest taka, że młodzi polscy muzycy w przeciwieństwie do swoich amerykańskich czy zachodnioeuropejskich rówieśników wciąż, z różnych względów, nie mają możliwości grać muzyki przez większą część swojego życia: bo w mieszkaniu w bloku nie da się ćwiczyć na gitarze czy perkusji, a pod blokiem jest tylko orlik, a nie sala prób, bo nie da się zagrać w Polsce stu koncertów w cztery miesiące, bo nie da się żyć z muzyki.

 Efekt jest taki, że dla wielu młodych muzyków występ na Spring Breaku to trzeci, szósty czy dwunasty koncert w życiu, dla ich amerykańskich rówieśników występ na SXSW może być trzysetnym czy sześćsetnym w karierze, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Druga rzecz to wyraźnie widoczna z amerykańskiej perspektywy schematyzacja europejskiej sceny: skoro w ostatnim czasie wielką karierę zrobili, dajmy na to, takie formacje jak: Chvrches, Alt-J i Bastille, na każdym europejskim festiwalu widać wyraźnie całe frakcje zespołów próbujących za wszelką cenę być nowymi Chvrches, Alt-J i Bastille.   

JACEK BUDNY 

Kondycję mamy tylko na jeden dzień ...i jedną noc :)

FILIP KALINOWSKI 

Kondycję polskiej sceny oceniam jak najlepiej i uważam, że aktualnie ma się ona lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, natomiast na samym festiwalu zabrakło mi prezentacji wielu ciekawych zjawisk dziejących się obecnie w obrębie tej sceny - zdecydowanie za mało było hip-hopu i elektroniki, zbyt małą uwagę poświęcono lokalnej scenie około-jazzowej czy środowisku mikro-labeli skupiającemu rodzimą awangardę.

MACIEJ ORŁOWSKI 

Jest na pewno różnorodnie. Mi osobiście się to bardzo podoba. Kilka zespołów/kilku artystów spokojnie widziałbym na zagranicznych festiwalach, a już część tegorocznego line-upu trafiła do składów największych imprez polskich. To znaczy, że jest całkiem solidnie. Oby było tylko lepiej.

PRZEMEK BUDNIK 

Festiwal na pewno jest w stanie powiedzieć dużo o kondycji polskiej muzyki. I z tą jest coraz lepiej. Bo właśnie na Spring Breaku można dowiedzieć się, że w kraju jest całkiem sporo młodych i świetnych zespołów. Można dowiedzieć się także, że jednocześnie istnieją projekty ukierunkowane tylko na pieniądze. Wiemy kto jest naszym polskim "headlinerem" do grania na juwenaliach i że grono specjalistów od promocji w zasadzie się nie zmienia. Czyli wszystko ok, po prostu ok.

ANNA NICZ 

8/10, gdzie: 1 - nie ma czego słuchać, emigruję do Nowej Zelandii; 10 - nie śpię, bo słucham nowych kawałków.


Po tegorocznej, czwartej już, edycji Spirng Breaka można było ocenić nie tylko stan polskiej sceny muzycznej, ale też rozwój samego festiwalu.

PRZEMEK GULDA 

Mam wrażenie, że w polskich warunkach ten festiwal zaczyna już powoli docierać do (szklanego?) sufitu. Wydaje mi się, że nie ma w Polsce wiele więcej osób zainteresowanych słuchaniem zupełnie nieznanych zespołów. Kolejnym logicznym krokiem mogłaby być próba przyciągnięcia większej ilości zagranicznych delegatów: agentów czy bookerów, ale wszystko wskazuje na to, że w obliczu wyraźnej nadprodukcji festiwali showcase’owych w Europie, mają oni do wyboru imprezy poświęcone znacznie bardziej „gorącym” rynkom, choćby skandynawskiemu.

JACEK BUDNY 

Wszystko idzie w jak najlepszym kierunku. Festiwal jest nadal młody, jednak już swoje wie i robi to dobrze. Myślę, że element edukacyjny i poznawczy jest tu najważniejszy. Błędów nie ma sensu wytykać, gdyż atmosfera na festiwalu wynagradza wszystko. I pamiętajmy, że warto tu być, zawsze.

PRZEMEK BUDNIK 

Rozwój festiwalu mi się nie podoba, bo wolałbym żeby na tego typu imprezach większa uwaga poświęcana była naprawdę młodym zespołom. Żeby debiutanci byli na świecznikach większości widzów i samych organizatorów. Jednak zdaję sobie sprawę z "praw rynku" i wiem, że coś musi potencjalnego uczestnika namówić do zakupu biletów. Spring Break to świetna sprawa, która jest w stanie nadal definiować kondycję polskiej muzyki. Jeśli pojawi się zastój, będzie to znaczyło, że z tą kondycją chyba nie jest aż tak dobrze.

KAMA WĘCKA 

Do tego akurat festiwalu mam takie dość osobisto-emocjonalne podejście, bo zwyczajnie bardzo go lubię i tak jak resztą festiwali w roku żongluję, tak Spring Break jest pewniakiem, którego zawsze na początku roku wpisuję w kalendarz. Sądzę, że na początku (pierwsze dwie edycje) był swojego rodzaju eksperymentem, testem, czy taka formuła się sprawdzi. Teraz, gdy zdał test przynajmniej na pięć z plusem jest czas i szansa na umocnienie oraz ugruntowanie swojej pozycji. Myślę, że teraz jest odpowiedni czas na to, żeby rozwijać detale, które początkowo nie były istotne – showcasy innych krajów, instytucji wspierających, współpracę z nowymi partnerami, sponsorami i nowymi mediami.

 MACIEJ ORŁOWSKI 

Tegoroczny Spring Break był moim pierwszym, dlatego ciężko mi ocenić jego rozwój. Niemniej jednak uważam, że to odpowiedni festiwal w odpowiednim mieście i takiego festiwalu potrzebujemy, dlatego trzymam mocno kciuki. Pojawię się na pewno w przyszłym roku w Poznaniu i wtedy wypowiem się na temat rozwoju - oby w samych superlatywach :)

 ANNA NICZ 

Niedociągnięcia z zeszłego roku podciągnięte (np. program paneli, który w tym roku był o wiele ciekawszy niż podczas poprzedniej edycji), więcej skarg czy zażaleń nie miałam, więc chyba idzie w najlepszą możliwą stronę. 

Karolina Wielocha

Karolina Wielocha

Prawdziwy człowiek orkiestra - nagrywa, montuje, rozmawia, pisze, projektuje - i robi to wszystko z czystą przyjemnością. Połowa projektu Nachspiel. Spotkasz ją na Offie, Tauronie, Spring Break i Audioriver.