OFF Festival - rozmowa z Arturem Rojkiem

OFF Festival - rozmowa z Arturem Rojkiem OFF Festival - rozmowa z Arturem Rojkiem

Podczas tegorocznej edycji OFFa udało nam się porozmawiać z Arturem Rojkiem - założycielem i dyrektorem artystycznym festiwalu. O tym jaki jest OFF Festival, czy ma wpływ na edukację muzyczną w Polsce, jakie zagraniczne festiwale poleca jego założyciel oraz wielu innych rzeczach przeczytacie w poniższym wywiadzie.

Karolina: Można powiedzieć, że jednym z zadań OFF Festivalu jest edukacja muzyczna. Wczoraj rozmawialiśmy z jednym chłopakiem, który przyjeżdża na OFFa od 15 roku życia (aktualnie ma 22 lata). Przed przyjazdem nie zagląda w line up, wszystko odkrywa i poznaje tutaj, a swoje wyboru muzyczne uzależnia właśnie od tego, co usłyszał przez te kilka dni. Może miałbyś jakiś pomysł na to co, poza festiwalem można zrobić w celu poprawienia poziomu edukacji muzycznej w Polsce?

Artur Rojek: Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do aż tak globalnego myślenia. To jest dużo szerszy temat. Szczerze mówiąc to mnie nikt specjalnie nie edukował. Sam szukałem tego co mnie interesuje. Kierowałem się z jednej strony instynktem, ale z drugiej miałem też szczęście, że trafiłam na autorytety w dziedzinie muzyki, które mnie czasami świadomie, a czasami podświadomie prowadziły. Jestem ogromnym fascynatem muzyki. Nie tylko od strony artystycznej, ale też promotorskiej. Od zawsze to było jedno z moich ulubionych zajęć; odnajdywanie i prezentowanie komuś nowych brzmień. Na razie praca nad festiwalem zabiera tyle czasu, że nie jestem w stanie nawet hipotetycznie wymyślić żadnego sposobu na edukację muzyczną dzieci w Polsce.​​​​ Myślę, że dobrym przykładem jest to, co powiedziałaś na początku. Spotkałaś chłopaka, który przyjeżdża tutaj od 15 roku życia i moim zdaniem świadoma edukacja muzyczna zaczyna się mniej więcej w tym wieku. Trudno, żeby mój syn, który ma 10 lat, słuchał Shellaca albo czegoś o podobnym poziomie, wymagającego od słuchacza pewnej wiedzy, czy kontekstu. Moich synów nie namawiam do słuchania muzyki, którą ja lubię. Raczej zbliżam się do tego czego słuchają oni. Słucham z nimi Twenty One Pilots.

K: Próbujesz jednak przemycić jakieś swoje muzyczne wybory?

AR: Czasami tak, ale jeżeli widzę, że im się to nie podoba, to nie mówię im, że to błąd, odpuszczam. Przypominam sobie siebie kiedy miałem 10 czy 11 lat. W zasadzie do 14 roku życia słuchałem muzyki, która nie miała nic wspólnego z alternatywą. Może z wyjątkiem Pink Floyd czy U2. Słuchałem też muzyki dyskotekowej. Bardzo lubiłem np. Italo Disco. Później zacząłem się precyzować w bardziej wyszukanych muzycznych gatunkach. Było to związane z moim wiekiem, poszukiwaniem siebie i identyfikowaniem się z czymś bardziej konkretnym.

K: Czy patrząc na to, jak festiwal się rozwija czujesz, że jego publika jest bardziej świadoma muzycznie? Czy możecie pozowlić sobie podczas bookingu artystów na bardziej odważne wybory?  

AR:  To jest 12 edycja. Każda edycja jest inna, ale ma ten sam pierwiastek alternatywności. Wiadomo, że zawsze chodzi o to, żeby odpowiednio go wyważyć, ale to nie jest zależne tylko ode mnie, wpływają na to różne czynniki takie jak dostępność artystów czy możliwości finansowe, a każdy rok jest wypadkową tego co mogę podczas danej edycji zaprezentować.

K: Misją OFF Festivalu jest pokazanie szerszego spektrum gatunków muzycznych. Czy tak samo ważne, jak zaprezentowanie tej alternatywnej muzyki, jest dotarcie do jak najszerszego grona odbiorców? Tak, aby pokazać, że muzyka to nie tylko rock, pop czy hip hop?

AR: Tak, każdego roku się staramy dotrzeć też do nowych odbiorców. Kiedy powstawał OFF Festiwal, jego koncept był totalnie inny od wszystkich istniejących wtedy festiwali. Nie tylko na skalę polską, ale też europejską. Ten projekt toczył się sam. Nagle się okazało, że jest jakiś OFF i ludzie zaczęli na niego przyjeżdżać. Potem zaczęły powstawać inne imprezy z "offem" w tytule i to co było taką siłą na początku straciło trochę na wartości, więc cały czas szukamy różnych, innych form zaznaczenia siebie na tym bardzo gęstym i ciasnym festiwalowym rynku. Jest coraz więcej tego typu wydarzeń o zbliżonej formule do naszego, natomiast każdy z nich ma inną atmosferę. Teraz to jest kwestia bardziej wyboru gdzie się najlepiej czujesz i na jaki festiwal chcesz wracać. Nie zawsze decydują o tym wielkie nazwiska.

K: Czy jest jakiś klucz doboru artystów? Czy każda edycja jest spójnym konceptem, w którym jest jeden ważniejszy muzyczny wątek przewodni - tak jak w zeszłym roku elektornika? 

AR: Ja nigdy tego festiwalu nie robiłem tak, żeby bookować artystów, którzy są akurat na czasie. To nie jest festiwal, który podąża za modami. To, że w tamtym roku pojawiło się więcej elektroniki było związane z tym, że byłem ambasadorem marki Electronic Beats. Chcieli do projektu zaprosić kogoś, kto zaprezentuje elektronikę. Nigdy nie byłem z nią bezpośrednio związany, co nie znaczy, że jej nie słucham i nie doceniam. Reasumując, tak duża ilość artystów prezentujących elektronikę była właśnie związana ze sceną Electronic Beats, a ponieważ dzięki temu w tamtym roku reprezentantów tego gatunku było więcej, to ta różnica była bardziej widoczna. Tak naprawdę ilość artystów elektronicznych w tym roku odpowiada tej, która była dwa lata temu. To nie jest żaden klucz na przyszłość. Żadna edycja nie jest taka sama. Nie wiem jak to będzie wyglądało w przyszłym roku. Generalnie ludzie mają tutaj przyjeżdżać i czuć, że są na OFFie, a nie na innym festiwalu.

K: A jak wygląda Twój dzień na festiwalu?

AR: Nie uczestniczę za dużo w koncertach. Nie robię też po to festiwalu, żeby w nich uczestniczyć - tworzę go dla ludzi. Dlatego mogę powiedzieć, że robię to, co robiłem kiedyś; nagrywałem piosenki czy płyty i jak już były gotowe to leciałem do kumpla i mówiłem: „słuchaj, musisz czegoś posłuchać”. Teraz tak robię z festiwalem. Wynajduję coś, zapraszam ludzi, a potem mówię: „słuchajcie, mam tutaj coś do zaprezentowania”. Bardziej interesuje mnie reakcja jaką to wywołuje wśród publiczności, niż sam fakt, że mam iść na koncert.

K: Miałeś okazję wcześniej widzieić na żywo artystów, których zapraszasz na festiwal?

AR: Niektórych. Nie jestem w stanie wszystkich zobaczyć. Nie mam takiej możliwości, bo mam wiele innych spraw na głowie. Oczywiście jeżdżę na kilka innych festiwali. Żyjemy jednak w takich czasach, że możesz sprawdzić to jakie artysta wywoła wrażenie na festiwalowiczach niekoniecznie jeżdżąc na koncerty, tylko sięgając po informację na jego temat pochodzące z innych źródeł, jak Internet, opinie znajomych, czy promotorów.

K: Czy praca przy festiwalu wpływa na Twoją twórczość? 

AR: Jeżeli wpływa, to tylko mi ją utrudnia. Słuchanie skrajnej muzyki raczej nie porządkuje pomysłów w głowie tylko mnie rozrywa po różnych gatunkach, a jak robię płytę to potrzebuję pewnej koncentracji i porządku. Natomiast organizacja festiwalu, dobieranie artystów, próba przesłuchania takiej ilości różnorodnej muzyki, żeby potem dopasować to wszystko - powoduje, że przez moją głowę przechodzi mnóstwo różnych dźwięków, które nigdy nie znajdą odzwierciedlenia w mojej twórczości. Jak już mam czas, żeby tworzyć, to muszę dużo z niego poświęcić, żeby się uspokoić i oczyścić. Uporządkować sobie wszystko w głowie. Przejść w całkiem inny tryb pracy, który wymaga zupełnie odmiennego podejścia - skupienia, spokoju, koncentracji. Robienie festiwalu polega na byciu w ciągłej akcji, a to nie ma nic wspólnego z pisaniem piosenek.

K: Jaki festiwal mógłbyś polecić odbiorcom OFFa?

R: Festiwal, na który często wracam to Primavera. Bardzo lubię Iceland Airways, byłem tam dwa albo trzy razy. Chciałbym też pojechać na End Of The Road. Jest też taki festiwal, na którym muzyka nie jest głównym bohaterem - Wilderness. Lubię też festiwale skandynawskie, a najbardziej z nich cenię Oya Festival który odbywa się tydzień po nas.

 

Karolina Wielocha

Karolina Wielocha

Prawdziwy człowiek orkiestra - nagrywa, montuje, rozmawia, pisze, projektuje - i robi to wszystko z czystą przyjemnością. Połowa projektu Nachspiel. Spotkasz ją na Offie, Tauronie, Spring Break i Audioriver.