Off Festival, dzień 3

Off Festival, dzień 3 Off Festival, dzień 3

Poniedziałek witamy z lekkim smutkiem i niedowierzaniem, że to, co dobre faktycznie tak szybko się kończy. Zaledwie wczoraj uczestniczyliśmy w trzecim dniu tegorocznej edycji katowickiego OFF Festivalu. Edycji tak wyjątkowej i niesztampowej, o jakiej od paru lat mogli śnić fani gitarowej muzyki niezależnej w Polsce. Wydarzenia bez spiny, lansu i... nadmiaru elektronicznych brzmień. Festiwalu, na którym praktycznie na każdym koncercie można było podejść pod samą scenę bez strachu, że ktoś sprzeda komuś kuksańca w bok czy że tłum kogoś startuje lub zgniecie.

Nie tylko ostatni dzień festiwalu zdominowały gitarowe brzmienia, jednak tego dnia możemy przyjąć, że ich eskalacja była największa, bądź przynajmniej w naszym odczuciu najważniejsza. Nie ma co się oszukiwać, wieczór należał do Swans. Charyzmatyczny Michael Gira tym razem otrzymał od organizatorów tyle scenicznego czasu ile tylko chciał i wykorzystał go w najlepszy możliwy sposób. Wieść niestety niesie, że w obecnym składzie i pod tą nazwą prawdopodobnie widzieliśmy zespół po raz ostatni. Kolejny ważny koncert tego dnia zagrali panowie z Preoccupations, którzy mocno udowadniają nie tylko, że post punkowe koncerty nie muszą należeć do nudnych, ale też, że sam gatunek ma się bardzo dobrze i nadal jest atrakcyjny dla fanów muzyki. W zachwyt wprawiał również występ Thee Oh Sees. Amerykanie, zaopatrzeni w dwa zestawy perkusyjne, emanowali ze sceny niesamowitą żywiołowością oraz energią. Nic więc dziwnego, że w odpowiedzi na ich muzykę pod sceną królowało pogo. Szkoda jedna, że zagrali w tym samym czasie co Wrekmeister Harmonies, na których koncert zajrzeliśmy jedynie na parę minut. Tyle wystarczyło, by nie tylko móc polecić twórczość JR Robinsona, ale też zacząć wypatrywać z utęsknieniem kolejnej okazji do zobaczenia tego projektu raz jeszcze. W ten ostatni spędzony w Dolinie Trzech Stawów wieczór można było znaleźć zdecydowanie więcej muzycznego dobra.

Ciężko przejść obojętnie obok świeżego i oryginalnego brzmienia New People, czy delikatnej i nieco smutnej gitarowo-songwriterskiej twórczości Mateusza Franczaka. Zresztą z koncertu na koncert dokonywane wybory między scenami stawały się trudniejsze. W jednym czasie zostały na przykład zestawione przecudne, delikatne piosenki dziewczynek z LOR (scena eksperymentalna) z projektem Iwony i Bartosza Królów - Kobietą z Wydm (scena leśna). Ciężko też było wybrać między energicznym, tworzącym na pograniczu różnych muzycznych gatunków oscylujących w szeroko pojętym nurcie rocka kwartetem Bastard Disco, a łódzkim L.Stadt.


Kolejne godziny mijały zdecydowanie zbyt szybko. Skrywająca twarz pod gęstą burzą brązowych włosów Haley Fohr z Circuit des Yeux wokalnie przywodziła na myśl Anohni. Jej koncert był liryczny, delikatnie podniosły, ubrany w skromną jednak dobrze skrojoną warstwę dźwięków, w której czasem można było odnaleźć inspirację klasyką rocka, a czasem muzyką eksperymentalną. Zaciekawić mogła również indie rockowa mieszanka brzmień, której autorką była Frankie Cosmos, a raczej skrywająca się za tą nazwą Greta Kline. Piosenkarka nasz kraj odwiedziła po raz pierwszy, podobnie zresztą jak Conor Oberst. Koncert tego Pana był mocnym songwriterskim punktem niedzielnego programu, a jego antytrumpowskie wystąpienie, które zaserwował między piosenkami, emanowało niepokojem i zdenerwowaniem dotyczącym tego, w którą stronę obecnie skręcają ogólnoświatowe polityczne nastroje. Duże brawa należą się również muzykom towarzyszącym Oberstowi na scenie.

Na medal spisało się szkockie Arab Strap udowadniając, że nie bez kozery ich ubiegłoroczna reaktywacja jest uznawana za ważne wydarzenie. Niestety, kiedy Szkoci opanowali Scenę Trójki, równolegle na Scenie Głównej Japończycy z Boris prezentowali swój najsłynniejszy album Pink. Zatopieni w dużej ilości gęstego dymu Azjaci z gracją balansowali gdzieś na pograniczu shoegaze'u, nu metalu, hard rocka i stonera.

Ostatnia godzina przed występem Swans należała ex aequo do This is not This HeadPro8l3m. Tego dnia można było również zobaczyć Idris Ackamoor & The Pyramids, Made In Poland, Group A, elektroniczny duet Mapa, Oliviera Coates'a, oraz Moor Mother.

Dziś na terenie Doliny Trzech Stawów gości już jedynie obsługa techniczna demontująca sceny i całą infrastrukturę tego jednego z najpiękniejszych polskich festiwali. To była bardzo udana edycja wydarzenia, podczas której z trudem można było znaleźć czas na piwo czy jedzenie. W konsekwencji po trzech dniach muzycznego maratonu padamy ze zmęczenia. Off Festivalu, będziemy tęsknić.


Do zobaczenia za rok!

Joanna Puławska

Joanna Puławska

Fanka festiwali, która z każdego tego typu wydarzenia zawsze stara się wyciągać wszystko to, co najlepsze, krążąc od sceny do sceny w towarzystwie innych muzycznych zapaleńców. Odkąd pamięta interesuje się muzyką i nie wyobraża sobie życia w ciszy.